Pierwszą linią jego politycznej ofensywy jest żądanie odejścia prezydenta Tamása Sulyoka. Jaka jest przewina obecnej głowy państwa? Magyar uważa, że obecny prezydent wybrany przez poprzedni, zdominowany przez Fides parlament – nie ma moralnego prawa do pozostawania na swoim stanowisku. Ale ta ostentacja zaczyna budzić sprzeciw tych, którzy z niepokojem patrzą, że wszystkie organy władzy przejmuje Magyar, ten sam polityk, który o taką monopolizację władzy oskarżał jeszcze niedawno Wiktora Orbana.

 

Na razie Magyar ogłasza, że jego oczekiwaniem jest dobrowolne odejście prezydenta z funkcji. Ale prezydent się na to nie zgadza. Oczywiście lider Tiszy ma większość 2/3 w parlamencie i może zmienić konstytucję tak, aby odwołać prezydenta poprzez zmianę w ustawie zasadniczej. Ale tutaj zaczynają się schody. Bo Tisza to konglomerat polityków z różnych stron, którzy zjednoczyli się, aby obalić Orbana. Ale Orban jest już wysadzony z siodła i teraz rozmaici sojusznicy Magyara zgromadzeni w partii Tisza zaczynają stawiać swoje żądania. I dlatego nie wyrażą zgody na odwołanie prezydenta bez spełnienia swoich własnych życzeń politycznych. Póki co wszystkich połączyła akcja przeforsowania uchwały, która ustanawia, że ktoś, kto był już premierem więcej niż jedną kadencja (Orban miał już trzy kadencje), nie może być nim w przyszłości.

 

Oczywiście chodzi o to, aby wykluczyć nawet teoretyczną możliwość powrotu Orbana do władzy. Ale znów nowa ustawa wzbudza krytykę prawoznawców, którzy krzywią się na to, że nowe prawo działa wstecz. W dojrzałych demokracjach takie nowe prawo pilnowałoby jedynie, żeby nowi premierzy nie byli wiecznymi szefami rządów. Ale jak to bywało także w wypadku ekipy Tuska, ludzie Magyara uważają, że można łamać dobre zasady prawne, byle tylko wyrwać Węgry z „orbanizmu”. Ale szybko nowy parlament ma przeforsowywać kolejne akty prawne, które mają przejmować majątek fundacji powołanych przez rząd. I tak jak z polskich doświadczeń wiemy, bardzo szybko może okazać się, że w imię demokracji pluralizmu, za chwilę już żadnego na Węgrzech pluralizmu nie będzie. Warto bardzo dokładnie przyglądać się temu, co będzie się działo nad Dunajem.