Wkrótce na jedną z platform streamingowych trafi nowa ekranizacja powieści J.K. Rowling o Harrym Potterze. Z tej okazji red. Joanna Operacz z Katolickiej Agencji Informacyjnej zapytała ks. prof. Stanisława Adamiaka o jego reakcję, kiedy przychodzi do niego rodzic zaniepokojony faktem, że jego dziecko sięga po te powieści.
- „(…) w dzisiejszych czasach zasadniczo należy się cieszyć, jeśli dziecko cokolwiek czyta – a w szczególności książki, o których można z nim porozmawiać. Faktycznie, wiele środowisk chrześcijańskich przedstawiało i niekiedy nadal przedstawia książki i filmy o Harrym Potterze jako tak zwane zagrożenie duchowe. Byłby to temat na osobny wywiad, czym jest zagrożenie duchowe. Samo to pojęcie, tak jak się go dziś zazwyczaj używa, przeszło do obiegu katolickiego ze środowisk protestanckich. Tylko że idea, że jakiś przedmiot może automatycznie stanowić zagrożenie, pochodzi z jakichś zupełnie innych porządków niż katolicka teologia”
- podkreślił teolog.
Duchowny zastrzegł, że książki mogą zagrażać naszej wierze.
- „Kiedy więc książka mogłaby być groźna? Gdyby niosła jasne przesłanie sprzeczne z chrześcijaństwem, gdyby jej celem było nawrócenie nas na inny system religijny czy światopoglądowy (w ogóle dobrze jest wiedzieć, że za książką, którą czytamy, stoi jakiś światopogląd). Literatura – także literatura fantastyczna dla dzieci i młodzieży – bywa zbudowana na ideach odległych od chrześcijaństwa. Na przykład powieści Ursuli Le Guin, skądinąd bardzo dobre, opierają się na filozofii taoistycznej i buddyjskiej. Książki Philipa Pullmana z serii Mroczne materie, które na szczęście w Polsce nie zyskały specjalnej popularności, są programowo co najmniej gnostyckie, a miejscami wręcz satanistyczne”
- zauważył.
Przypomniał, że sam Pullman wprost przyznawał, iż jego celem było „dać odtrutkę na sączące chrześcijaństwo książki C.S. Lewisa”.
- „Z drugiej strony mamy książki, które jasno opowiadają się za chrześcijaństwem – na przykład wspomniane Opowieści z Narni Lewisa. Poza tym mamy ogromną grupę książek, które sprawami światopoglądowymi niespecjalnie się zajmują”
- dodał.
Dziennikarka zwróciła uwagę, że pod adresem powieści o Harrym Potterze pada zarzut o propagowanie magii.
- „Magia w tych powieściach jest elementem świata stworzonego, narzędziem takim jak wynalazki mugoli, czyli osób pozbawionych zdolności czarowania. Magia występuje też w wielu utworach dla dzieci, np. w większości baśni czy w Akademii Pana Kleksa. Jakoś nie słyszałem, żeby Akademia Pana Kleksa miała być zagrożeniem duchowym”
- odpowiedział na ten zarzut ks. Adamiak.
Wskazał, że nie spotkał się z sytuacją, w której jakiś czytelnik naprawdę uwierzył, że opisana w serii magia jest realna.
- „Gdyby powieści o Harrym Potterze gloryfikowały magię służąca szkodzeniu ludziom, byłby to poważny zarzut i trzeba by zniechęcać do ich czytania. Tymczasem czarna magia rzeczywiście się tam pojawia, ale zawsze jako coś złego, czemu należy się przeciwstawiać”
- podkreślił.
Duchowny porównał sagę ze skierowaną już do dorosłego czytelnika „Grą o Tron” George'a R.R. Martina.
- „Prawie wcale nie ma tam magii, ale ten świat jest z gruntu antychrześcijański przez brak rozróżnienia na dobro i zło, skrajny nihilizm. Trochę się nawet dziwię, że prawie nikt nie zwraca na to uwagi”
- przyznał.
W powieściach o Harrym Potterze bohaterowie czynią dobro, a antybohaterowie zło. Ten podział jest bardzo wyraźny. W przekonaniu duchownego, dziecko może wynieść z nich szereg wartościowych lekcji.
- „Na pierwszy plan wysuwają się: wartość przyjaźni, wierności zasadom i ofiary. Bardzo ładnie została przedstawiona też wartość życia rodzinnego, co, jak sądzę, jest dzisiaj bardzo ważne. Rodziny czarodziejów są zwykle szczęśliwe i pełne: z mamą, tatą i dziećmi. Nawet młodzież zachowuje wstrzemięźliwość przedmałżeńską, a potem jest ślub i dzieci. Bardzo, bardzo prawidłowo!”
- zauważył.
Wskazał też, że choć książki Rowling nie wspominają o Bogu, to pojawiają się w niej „echa chrześcijaństwa”.
- „Najbardziej chrześcijański wątek to gotowość Harry’ego Pottera do złożenia życia w ofierze za innych – tu faktycznie związek z Ewangelią jest mocny, bo przecież ten, kto chce zachować życie, straci je, a kto zgadza się na to, żeby je stracić, ten je zachowa…”
- powiedział.
Ks. Adamiak zastrzega przy tym, że choć „książki pani Rowling dobrze się czyta”, to „świat w nich przedstawiony nie tylko nie jest konsekwentny metafizycznie, ale też miejscami bywa dziurawy logicznie, nie został tak starannie skonstruowany jak na przykład u Tolkiena czy Ursuli Le Guin”.
W kontekście sagi o Harrym Potterze teolog przywołał postawę ojców Kościoła wobec pogańskiej literatury.
- „Święty Bazyli Wielki napisał książeczkę O pożytkach z czytania ksiąg pogańskich, w której w gruncie rzeczy zawarł to, o czym tutaj rozmawiamy – że możemy czytać różne rzeczy i niekoniecznie przejść na kult Zeusa czy Ateny. Poznawanie przykładów męstwa z Iliady może wzbudzić chęć do naśladowania cnót – tłumaczył. Co więcej, ojcowie Kościoła uważali, że skoro Pan Bóg dał Żydom Stary Testament, by przygotować ich na nadejście Chrystusa, to dla pogan takim przygotowaniem była filozofia i literatura grecka”
- przypomniał.
Ocenił, że choć czytelnik powieści o Harrym Potterze pod wpływem tej lektury niekoniecznie nawróci się na chrześcijaństwo, to „może ofiara głównego bohatera wzbudzi w nim myśl, że istnieją sprawy, dla których warto poświęcić swoje życie”.
Czy więc – jak pytała dziennikarka – „da się odkleić od Harry’ego Pottera łatkę strasznej książki szerzącej okultyzm i satanizm?”.
- „Niedobrze się dzieje, gdy widzimy zagrożenia tam, gdzie ich nie ma. Po pierwsze: narażamy się na śmieszność. Po drugie: skupiamy energię nie na tym, co trzeba. Wtedy może się okazać, że czytanie Harry’ego Pottera jest zagrożeniem dla zbawienia, a wystawianie lewych faktur już nie. Po trzecie: jeśli będziemy wszędzie szukać zagrożeń, to w końcu prawie wszędzie coś znajdziemy. I co nam wtedy zostanie do czytania i oglądania? Tylko Opowieści z Narni – i to też wyłącznie w wersji książkowej? Lepiej przyjąć do wiadomości, że niektóre książki, filmy i inne dzieła sztuki są neutralne pod tym względem. I ewentualnie szukać w nich raczej dobrego niż złego”
- podsumował autor „Teologii Tolkiena”.
