„Dopóki Ukraina nie będzie dostarczać ropy naftowej, nie będzie też otrzymywać gazu z Węgier” – oświadczył Orban, podkreślając, że decyzja wynika z konieczności ochrony interesów własnego państwa. Jak dodał, „będziemy chronić bezpieczeństwo energetyczne Węgier, utrzymując stabilne ceny paliw i obniżając koszty mediów dla węgierskich rodzin”.
Budapeszt nie zamierza działać gwałtownie, lecz stopniowo. „Stopniowo wstrzymujemy dostawy gazu, a nadwyżki będziemy magazynować w kraju” – zaznaczył premier Węgier, sygnalizując, że decyzja ma charakter strategiczny, a nie jedynie doraźny.
Spór koncentruje się wokół rurociągu Przyjaźń, którym transportowana była rosyjska ropa. Dostawy zostały wstrzymane pod koniec stycznia po uszkodzeniu infrastruktury w wyniku działań wojennych. Kijów deklaruje, że trwają prace naprawcze, jednak Węgry i Słowacja oskarżają stronę ukraińską o celowe blokowanie tranzytu.
Orban już wcześniej sygnalizował możliwe konsekwencje. Podczas szczytu Unii Europejskiej zapowiedział, że jego kraj nie poprze korzystnych dla Ukrainy decyzji, dopóki kwestia ropy nie zostanie rozwiązana. Obecne ograniczenie dostaw gazu jest więc kolejnym krokiem nacisku.
Premier Węgier nie ukrywa, że stawka jest wysoka. „Dopiero po odblokowaniu tranzytu ropy będzie można otworzyć nowy rozdział” – powiedział, dodając, że brak dostaw surowca to dla jego kraju wręcz „kwestia przetrwania”.
