W piśmie skierowanym do organów ścigania prawnicy zarzucają ministrowi przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków — wskazując na art. 231 § 1 Kodeksu karnego. Jako główny zarzut wskazano pominięcie w składzie rady reprezentantów określonych ustawą, w szczególności przedstawiciela Krajowej Rady Sądownictwa oraz pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. W ocenie autorów zawiadomienia, taka luka formalna podważa prawomocność działania nowo powołanego organu i może skutkować niewiążącymi decyzjami, także w sferze finansów i organizacji kształcenia.

Zarządzenie, o którym mowa, zostało wydane 3 lutego 2026 r. i — według dokumentacji publicznej — przewiduje, że w skład rady weszli: przedstawiciel wskazany przez prezydenta RP, dwie osoby desygnowane przez ministerstwo sprawiedliwości, dwie osoby wskazane przez prokuratora krajowego, przedstawiciel Krajowej Rady Prokuratorów, reprezentant prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz trzech przedstawicieli środowiska akademickiego. Brak w nim jednak wskazanych przez ustawę członków delegowanych przez Krajową Radę Sądownictwa i Pierwszego Prezesa SN.

Autorzy zawiadomienia alarmują, że brak konstytucyjnych ogniw w składzie rady może doprowadzić do „politycznego ukształtowania” kształcenia przyszłych sędziów i prokuratorów. W piśmie do prokuratury stowarzyszenie wskazuje, że obowiązujący model kształcenia powinien zapewniać niezawisłość i obiektywizm, a nie – lojalność wobec aktu wykonawczego jednego resortu.

Eksperci prawni zaproszeni do komentowania sprawy zwracają uwagę na dwie płaszczyzny problemu. Po pierwsze — proceduralną: czy zarządzenie resortu rzeczywiście narusza ustawowe reguły powoływania rady programowej; po drugie — praktyczną: jakie realne skutki może przynieść funkcjonowanie ciała, które według krytyków pozbawione jest ustawowego składu. „Jeżeli rzeczywiście brakuje członków przewidzianych przez ustawę, decyzje rady mogą być kwestionowane, a część aktów wykonawczych — unieważniona w toku postępowań administracyjnych lub sądowych” — wskazuje jeden z komentatorów.

Reakcje polityczne i zawodowe pojawiły się niemal natychmiast. Autorzy zawiadomienia w mediach społecznościowych nazwali opisaną sytuację „kolejnym przestępstwem”, podkreślając, że wezwali jednocześnie najwyższych przedstawicieli rządu do reakcji i żądali „uchylenia aktu bezprawia”. Resort sprawiedliwości oraz nadzorowane przez niego instytucje nie odniosły się jeszcze publicznie do wszystkich zarzutów.