Proces dotyczy prywatnego aktu oskarżenia wniesionego przez Andżelikę Domańską, która zarzuca działaczowi naruszenie nietykalności cielesnej podczas wydarzeń z jesieni 2020 roku. Wówczas, po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie tzw. aborcji eugenicznej, przez Polskę przetoczyła się fala protestów, a napięcia wokół świątyń – szczególnie w Warszawie – doprowadziły do licznych konfrontacji.

Według relacji oskarżycielki, do zdarzenia miało dojść przed kościołem św. Krzyża, gdzie – jak twierdzi – została popchnięta ze schodów, co doprowadziło do upadku i utraty przytomności. Sprawa była wcześniej badana przez prokuraturę, która zdecydowała się ją umorzyć. Następnie Domańska skierowała do sądu prywatny akt oskarżenia.

Podczas ostatniej rozprawy rozpatrywano wnioski dowodowe obu stron, a sąd dopuścił m.in. uzupełniającą opinię biegłego dotyczącą obrażeń aktywistki. Na sali nie pojawiła się sama oskarżycielka, obecny był natomiast Bąkiewicz, który nie krył swojego krytycznego stanowiska wobec przebiegu postępowania.

„Odmawiają mi prawa do obrony, wykluczając kilkunastu świadków, a gdy pytam o powody – wyrzucają mnie z sali” – napisał wcześniej w serwisie X. Na rozprawie również podkreślał swoje zastrzeżenia, wskazując, że decyzje sądu nie mają – w jego ocenie – charakteru merytorycznego.

Sytuacja na sali rozpraw stopniowo się zaostrzała. Bąkiewicz mówił o „hucpie prawnej” i „próbie odebrania prawa do obrony”, a także sugerował, że sprawa powinna zostać umorzona już wcześniej. W pewnym momencie określił przebieg rozprawy jako „prawno-medialny spektakl”, dodając: „To jest cyrk, to co się tutaj dzieje”.

Sędzia Marta Pilśnik kilkukrotnie zwracała uwagę na sposób zachowania oskarżonego. Ostatecznie zdecydowała o jego usunięciu z sali rozpraw, uzasadniając to zakłócaniem porządku posiedzenia.