W ub. tygodniu media poinformowały, że Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia skazał legendarnego działacza opozycji antykomunistycznej Adama Borowskiego na sześć miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności w sprawie z prywatnego aktu oskarżenia, wniesionego przez posła Romana Giertycha. Oskarżenie dotyczyło słów, które Borowski wypowiedział ponad rok temu na antenie Telewizji Republika, a które, w ocenie posła Giertycha, mogły „poniżyć go w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla wykonywania zawodu adwokata”. „Widzimy mecenasa – jednego z wielu oczywiście, bo ten zawód się zdegenerował – który z przestępcami współpracuje” – powiedział Borowski o Giertychu.

W poniedziałek sprawę komentował na antenie RMF24 minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, który opowiedział się przy tej okazji za zaostrzeniem słynnego art. 212 Kodeksu karnego.

- „Te postulaty zmiany 212 Kodeksu karnego są od lat, ja uważam, że powinniśmy usiąść i próbować to zmienić. Kary powinny być bardzo wysokie, a w postępowaniu cywilnym właściwie nie kary, a zadośćuczynienia, odszkodowania czy nawet koszty publikacji. Powinniśmy wrócić do tego: Skłamiesz? Będziesz musiał opublikować w tym samym medium, będzie to kosztowało 50 tys.”

- powiedział.

Państwo po stronie silnych, przeciw słabym

W ten sposób, jak przekonuje na łamach „Gościa Niedzielnego” red. Piotr Legutko, „wymiar sprawiedliwości ustawia się w roli obrońcy interesów tych, co są przy władzy i pieniądzach”.

- „Borowski, dziś aktywista społeczny, został skazany na pół roku pozbawienia wolności za zniesławienie Romana Giertycha, jednego z najpotężniejszych dziś ludzi w Polsce. To niestety reguła. Pozywają zazwyczaj silni słabych, a wymiar sprawiedliwości ustawia się w roli obrońcy interesów tych, co są przy władzy i pieniądzach. A miało być dokładnie na odwrót”

- zauważa dziennikarz.

- „Ci, co na świeczniku, powinni mieć słabszą ochronę niż szary obywatel. Giertychowi wolno mniej niż Borowskiemu, nawet nie ze względu na biografię (co wszyscy dziś podnoszą), ale wpływy, jakimi dysponuje”

- dodaje.

Publicysta przypomina, że art. 212 jest pozostałością z czasów komunizmu, niemającą swojego odpowiednika w europejskim prawodawstwie.

- „Jeśli ktoś uważa, że jego reputacja została publicznie narażona na szwank, powinien mieć prawo iść do sądu, ale naturalną drogą w takich sprawach jest proces cywilny”

- podkreśla autor.

W jego przekonaniu art. 212 to „bez wątpienia narzędzie zastraszania i utrudnianie wypełniania kontrolnej funkcji przez obywateli, nie tylko media, a więc jedno z największych zagrożeń dla wolności słowa”.

- „Ochrona dóbr osobistych jest ważna, ale nie powinno się w nią angażować państwo z całą mocą, jaką dysponuje, bardziej dbając o reputację tych, co na górze, niż o prawo do krytyki ze strony tych, co na dole”

- dodaje.