W głośnym i osobistym komentarzu fotoreporter Robert Kwiatek wraca wspomnieniami do wydarzeń z 2009 roku i jednocześnie stawia szersze pytania o współczesną politykę, media oraz odpowiedzialność elit.
Autor już na wstępie podkreśla, że jego wypowiedź nie ma charakteru sensacyjnego ujawnienia, ale zastrzega: „Nie planuję i nawet przez myśl mi nie przechodziło – popełnienie samobójstwa”. Jednocześnie opisuje swoją obecność podczas spotkań Donalda Tuska z Władimirem Putinem w Sopocie w 2009 roku.
Kwiatek wskazuje, że był świadkiem rozmów, ale nie przypisuje im sensacyjnego znaczenia. „Słyszałem, o czym rozmawiał premier Tusk z Putinem (…) jednak nie potwierdzę, jakoby wtedy miało dojść do zdrady” – podkreśla. Dodaje przy tym, że faktem był „reset”, czyli próba poprawy relacji z Rosją, co – jak zaznacza – było wówczas oficjalną linią polityczną.
Fotoreporter stanowczo odcina się także od przypisywanych mu etykiet. „Nie jestem ruską onucą, ukraińskim podnóżkiem, nie jestem ‘PiSiorem’, ‘Platfusem’, nazistą, lewakiem, antysemitą, zdrajcą” – wylicza, próbując pokazać, jak łatwo w debacie publicznej przypisuje się ludziom skrajne role i przypina etykiety.
W swoim wpisie szeroko odnosi się do roli mediów. Krytykuje sposób formułowania oskarżeń wobec polityków, wskazując na brak proporcji i kontekstu. „Jeżeli (…) potrafimy obecnemu prezydentowi stawiać zarzut, jakoby sprzyjał Moskwie, bo spotkał się z Orbanem, a ten z Putinem, to albo nie wiemy, na czym polityka polega, albo służymy nie Polsce” – ocenia ostro.
Jednocześnie podkreśla, że prawdziwa zdrada – jeśli miałaby miejsce – powinna być bezwzględnie rozliczona. „Jeżeli jednak ktoś dokonał świadomego aktu zdrady własnej Ojczyzny, winien ponieść konsekwencje – po udowodnieniu i skazaniu” – stwierdza.
Kwiatek kieruje także pytania do całego społeczeństwa, nie tylko do polityków. „Czy mamy w Polsce służby służące Ojczyźnie (…) czy mamy dziennikarzy, polityków, sędziów (…) czy mamy patriotów?” – pyta, wskazując na potrzebę odpowiedzialności i uczciwości w życiu publicznym.
Jednym z najmocniejszych fragmentów jego wypowiedzi jest refleksja nad interpretacją faktów. „Same w sobie zdjęcia, obrazy, a nawet rozmowy nie są aktem zdrady (…) choć mogą takowymi być. Kwestia, kim jesteśmy i co chcemy osiągnąć” – podkreśla, zwracając uwagę na znaczenie intencji.
Autor kończy osobistym akcentem, przypominając swoją drogę zawodową. „Byłem, jestem i nadal czuję się fotoreporterem – bez szyldu, w miarę możliwości uczciwym, obiektywnym, często naiwnym” – pisze.
