Spróbujmy podsumować ten etap, przypatrując się bez emocji jakie są skutki minionych tygodni dla obu stron.

IRAN

- stracił niemal całą elitę przywódczą,

- władze funkcjonują w logice oczekiwania na możliwą eliminację, co paraliżuje kierowanie państwem,

- główny i kluczowy dla państwa urząd - ajatollach - pełniony (?) przez Chamenei jr. albo nie żyje, albo jest w takim tanie zdrowotnym, który uniemożliwia mu wykonywanie obowiązków,

- zarówno armia irańska jak i korpus strażników utraciły zdolność do stawiania czoła wrogom zewnętrznym inaczej niż w formie wojny partyzanckiej (o ile by do niej doszło)

- Iran stracił całość sił powietrznych, morskich, znaczącą część najważniejszego sprzętu bojowego wojsk lądowych - zachował jedynie resztki możliwości walki przy pomocy kurczących się zasobów rakietowych i dronowych,

- gospodarka irańska jest w głębokiej ruinie, sektor energetyczny jest już w paraliżu, a ewentualny atak amerykański doprowadzi szybko do niemal jego całkowitego zniszczenia,

- Iran praktycznie stracił możliwości zarabiania na eksporcie ropy, przez co grozi mu całkowite załamanie ekonomiczne,

- Iran stracił sojuszników, a odwrócenie się od niego nawet Korei komunistycznej (ważnej z uwagi na wsparcie sektora produkcji rakietowej) dowodzi, że nawet najzagorzalsi uczestnicy osi zła, wolą stawiać na wrogów Iranu.

Już tylko to - niepełne zresztą - wyliczenie pokazuje, że ci którzy próbują dowodzić klęski USA w tej wojnie, są delikatnie rzecz ujmując solidnie oderwani od rzeczywistości.

Spójrzmy teraz o co chodziło Ameryce i D. Trumpowi, kiedy podejmowana była decyzja o tym ataku.

Dla USA istotne było:

- ostateczne wyeliminowanie zagrożenia odbudowy potencjału atomowego przez Iran,

- zlikwidowanie możliwości destabilizowania przez Iran sytuacji na Bliskim Wschodzie oraz wspierania przezeń działalności terrorystycznej

- wyeliminowanie najbardziej skrajnej elity państwowej Iranu.

I nie ulega wątpliwości, że te kluczowe zadania zostały, przy relatywnie znikomych kosztach, osiągnięte.

Wyjaśnienia wymagają jeszcze dwie kwestie. Amerykanom przypisywany jest "cel", którego nigdy nie formułowali. Rzekomo mieli oni dążyć do podbicia terytorium Iranu. Już tylko proste porównanie z obydwiema operacjami w Iraku, mającymi taki charakter, kiedy przez wiele miesięcy koncentrowano w tym rejonie siły przeznaczone do operacji lądowych (w obu wypadkach było to kilkaset tysięcy żołnierzy) dowodzi, że nic takiego nigdy nie planowano. Jednak w sposób zdumiewający olbrzymie rzesze "specjalistów" tygodniami rozważały, jakież to problemy Amerykanie będą mieli w podbijaniu Iranu i jak też Irańczycy będą prowadzili latami wojnę partyzancką. Tu właśnie z wielką nadzieją owi "specjaliści" oczekiwali na "powtórki z Wietnamu". Wymyka się racjonalności podejmowanie jakiejkolwiek rozmowy na ten temat. Niemniej radziłbym dobrze przeanalizować akcję ratunkową wykonaną przez amerykańskie siły specjalne. Pokazuje to, jakie realne szanse w starciu lądowym z Amerykanami mogą mieć - o ile do czegoś takiego miałoby dojść - Irańczycy.

Ważniejsze jest jednak to wszystko, co dzieje się wokół blokady cieśniny Ormuz. Bezprawne i w istocie terrorystyczne działania Iranu zostały uznane przez znaczną część "specjalistów", jako przejaw "klęski USA" i osobiście Trumpa.

Oczywiście wywołane działaniem irańskim turbulencje na światowych rynkach ropy i gazu, przypisane zostały wyłącznie Trumpowi. To jego klęską miałaby być w tym wypadku niezdolność do zapewnienia swobody przepływu i wywozu surowców. Jednocześnie całe pozostałe połączone siły światowe nie zdołały przekonać Iranu, aby zmienił swoje postępowanie. Co - w myśl reprezentowanej przez "specjalistów" logiki - jest sukcesem owej reszty świata z Chinami na czele (które skądinąd najciężej dotykają skutki tej sytuacji).

Tylko nieliczni stopniowo zaczęli dostrzegać, że w istocie rzeczy całe to zamieszanie służy przede wszystkim interesom USA. USA bowiem są przede wszystkim całkowicie samowystarczalne w ropę i gaz, a do tego pozyskują je w cenach mniej więcej 25% niższych niż reszta świata. Mają też dostęp do podobnych cenowo surowców z Kanady i Meksyku, a od niedawna do potężnych zasobów jeszcze tańszego surowca z Wenezueli. Innymi słowy, mogą ze spokojem obserwować jak wskutek głupoty Iranu (zarzynającego też samego siebie), cały świat się wykrwawia. Do tego - ponieważ dysponują olbrzymimi nadwyżkami tych surowców, a nadto gwarantują ich spokojne, niezakłócone i bezpieczne dostarczanie - mogą dobrze zarabiać na problemach innych. To zresztą tylko jeden z aspektów całego tego zamieszania (o innych będzie jeszcze mowa). W każdym razie, do "światowych przywódców" z opóźnieniem dotarło to, co Trump usiłował im od początku wyjaśnić - otwarcie swobody poruszania się po cieśninie, jest przede wszystkim ich własnym interesem, a dla Ameryki jest obojętne.

Podsumowując, nie można oczywiście przesądzić, czy w ramach wynegocjowanego zawieszenia broni, dojdzie do jakichkolwiek ustaleń. Więcej - nie ma nawet pewności, iż zostanie ono dotrzymane. Nie musi to oznaczać powrotu do działań wojennych, bo jak wskazałem, samo utrzymywanie zamieszania w cieśninie, działa w istocie na korzyść USA, a jednocześnie skrajnie wykrwawia Iran. O reszcie świata nie wspominając. Leży to w interesie USA, które znalazły się w sytuacji win - win. Skoro zrozumieli to już nawet liderzy Korei Północnej i Białorusi, to warto, aby różne "specjalistyczne" umysły choć trochę zaczęły "łączyć kropki".