Na straży pamięci o dziesiątkach tysięcy ofiar niemieckiego kata stanął dr Filip Gańczak z Instytutu Pamięci Narodowej. W styczniu nakładem wydawnictwa „Prószyński i S-ka” ukazała się jego książka: „Polakożerca”. To owoc śledztwa ws. zbrodni Alvenslebena, które badacz podjął po spotkaniu z historią jednej z ofiar. Pewnego razu, kiedy babcia pokazywała mu stare zdjęcia, jego uwagę przykuła fotografia ks. Antoniego Kozłowskiego. Wówczas dowiedział się jedynie, że mężczyzna ze zdjęcia „był jego wujkiem. I że zabili go Niemcy”. Po latach historia ofiary zaprowadziła Gańczaka do osoby oprawcy. Odwiedzając niemieckie miejscowości, w których Alvensleben wspinał się po szczeblach nazistowskiej kariery, polskie, w których mordował oraz argentyńskie, gdzie spokojnie dożył swoich dni, autor stworzył kompletną biografię jednego z największych zbrodniarzy II wojny światowej. Najpierw wykonał pracę historyka, skrupulatnie zbierając i porządkując informacje na temat Alvenslebena, a potem pracę pisarza, prezentując je czytelnikowi w atrakcyjnej, przyciągającej formie. O solidnym zapleczu badawczym świadczy rozbudowany aparat naukowy – blisko 50 z ponad 250 stron zajmują przypisy i bibliografia, co pokazuje skalę pracy archiwalnej autora. Umieszczenie przypisów na końcu książki sprawia jednak, że nie odstrasza ona czytelnika niebędącego historykiem. Pracę archiwalną autor umiejętnie przekłada na przystępną, reportażową narrację. Wychodzi od historii Guntrama Webera, syna bohatera swojej książki, skutecznie budując napięcie i zachęcając odbiorcę do poznania ojca. Dzieli się rezultatami swojej pracy naukowej w sposób, który czytelnika nie przytłacza, a przeciwnie, jako sprawny reportażysta pozwala mu przenieść się do czasów i miejsc, o których opowiada. Relacjonowanie historii łączy przy tym z opowieścią o teraźniejszości, którą ta historia zdeterminowała. 

 

„Rozstrzelać tylu Polaków, ilu tylko możliwe”

 

W ten sposób poznajemy życie Ludolfa von Alvenslebena – niemieckiego arystokraty, który na dziesięć lat przed wybuchem II wojny światowej związał się z NSDAP, z ogromną zawziętością służąc rozpowszechnianiu nazistowskich idei. To zaangażowanie sprawiło, że mimo oskarżeń o sprzeniewierzanie partyjnych środków na prywatne cele, już w 1938 roku został naczelnym adiutantem Heinricha Himmlera. Po wybuchu wojny udał się do Polski, gdzie zebrał najkrwawsze żniwo swojego życia. Stanął na czele północnego okręgu Volksdeutscher Selbstschutz i poświęcił się eksterminacji polskiej ludności. Polaków nienawidził i nie ukrywał swojej żądzy zabijania ich. „Stale wygłaszał podburzające przemówienia na temat polskiej ludności. Przypominam sobie, że na naradach służbowych mówił o tym, że zanim faktycznie rozkręci się niemiecka administracja cywilna w Prusach Zachodnich, trzeba rozstrzelać tylu Polaków, ilu tylko możliwe” – zeznał po latach jeden z jego podwładnych, przywódca Selbstschutzu w inspektoracie chojnickim Heinrich Mocek. Komisaryczny komendant policji w Toruniu Walter Stein określił go z kolei narzędziem Himmlera i człowiekiem „zdolnym do każdej brudnej roboty”. Polski dziennikarz Tadeusz Kur zapamiętał go jako „jednego z dziesięciu najważniejszych nazistowskich katów w Polsce”.

 

Do końca pozostał bezkarny

 

Wyjazd z Polski nie zakończył zbrodni popełnianych przez Alvenslebena. Autor opowiada jego dalsze dzieje, by wreszcie opisać sposób, w jaki uniknął sprawiedliwości. Po wojnie zbrodniarzowi udało się opuścić Europę i wyemigrować do Argentyny. Tam z dumą przedstawiał się jako niemiecki generał. Choć żył pod swoim nazwiskiem, wysiłki podejmowane w celu postawienia go przed sądem okazały się bezskuteczne. Zbrodniarz zmarł 1 kwietnia 1970 roku, w wieku 69 lat. Zamiast w więzieniu czy na szubienicy, swojego żywota dokonał we własnym łóżku, pokonany przez raka płuc. Na miejscowym cmentarzu hitlerowskim pozdrowieniem pożegnało go dwudziestu Niemców, a trumnę nakryto flagą ze swastyką. Na grobie nie ustawiono krzyża. Wyryto za to runiczne znaki. Do końca pozostał wiernym nazistą. 

 

Nazizm nierozliczony

 

Czy jeden z największych zbrodniarzy II wojny światowej nie został skazany jedynie przez postawę nieprzychylnych rozliczaniu narodowych socjalistów władz Argentyny, czy również za sprawą opieszałości niemieckiego wymiaru sprawiedliwości, po wojnie wciąż licznie reprezentowanego przez sympatyków nazizmu? Czytelnik może odpowiedzieć sobie na to pytanie, z pomocą autora śledząc zmagania, które w celu postawienia Alvenslebena podejmowano i opór, jaki działania te napotykały. Dzięki książce Filipa Gańczaka poznaje nie tylko losy pojedynczego zbrodniarza, ale również przygląda się mechanizmom, za sprawą których naziści zdobyli władzę oraz sposobowi działania przemysłu śmierci, jaki stworzyli. Przede wszystkim natomiast „Polakożerca” to reportaż ratujący od zapomnienia ofiary, które nie mogły liczyć, by ich oprawcę spotkała sprawiedliwość na tym świecie. Prezentując sylwetkę zbrodniarza do tej pory zbyt mało przedstawionego światu, książka Filipa Gańczaka dowodzi, że nazizm pozostaje kwestią nierozliczoną.