Miller przypomniał, że jeszcze przed wczorajszym posiedzeniem RBN Czarzasty publicznie ogłosił listę pytań, które miał zadać prezydentowi.

- „Czarzasty wyszedł do dziennikarzy z miną człowieka, który właśnie odkrył, że ma w ręku wszystkie asy. Zapowiedział polityczny nokaut. Atmosferę podgrzał niezastąpiony w takich przypadkach Tomasz Trela, który użył metafory bokserskiej i ostrzegł prezydenta, że dostanie lewym i prawym sierpem i może się nie podnieść”

- relacjonuje były premier.

- „Publiczność już widziała to oczami wyobraźni: gong, wymiana ciosów, kurz unoszący się nad ringiem”

- dodał.

Jak jednak wyglądała rzeczywistość?

- „Karol Nawrocki pojawił się na posiedzeniu, ring był gotowy, reflektory włączone. I co? I nic. Marszałek wprawdzie wyszedł na ring, ale stał na nim w milczeniu, nie zdradzając najmniejszej ochoty do walki. Z zapowiadanej szarży zostało ceremonialne przytupywanie w narożniku. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że żaden cios nawet nie został wyprowadzony w kierunku prezydenta. Za to polityczna wiarygodność tych, którzy zapowiadali nokaut została zdruzgotana. Tandetnie wygląda bowiem sytuacja, gdy ktoś ogłasza wielką ofensywę, po czym ogranicza się do byle jakiej rozgrzewki”

- stwierdził Miller.

Podkreślił, że w polityce „najgorzej przegrać przez walkower – po wcześniejszym zapewnianiu, że będzie się mistrzem wagi ciężkiej”.

- „Bo wtedy publiczność zaczyna podejrzewać, że nie chodziło o prawdę ani o bezpieczeństwo państwa, lecz o chwilowy aplauz. A aplauz, jak wiadomo, milknie szybciej niż dźwięk gongu”

- zauważył.