Decyzję tę potwierdziła minister obrony Margarita Robles, która jasno zaznaczyła stanowisko władz. „Od samego początku bardzo jasno poinformowano siły zbrojne USA, że nie udzielono zgody na wykorzystanie baz ani oczywiście na wykorzystanie hiszpańskiej przestrzeni powietrznej do działań związanych z wojną w Iranie” – powiedziała.
Jak ustalił dziennik El País, ograniczenia dotyczą nie tylko bezpośrednich operacji USA, ale także samolotów startujących z baz w innych krajach europejskich, takich jak Wielka Brytania czy Francja. W praktyce oznacza to konieczność omijania hiszpańskiej przestrzeni powietrznej przez maszyny uczestniczące w działaniach bojowych.
Na opublikowanych przez gazetę mapach widać, że bombowce strategiczne, takie jak B-52 czy B-1, zmieniają swoje trasy, aby dostosować się do nowych ograniczeń.
Rząd kierowany przez premiera Pedro Sánchez odmówił również wykorzystania baz wojskowych w Rota i Morón. „Odmówiliśmy USA korzystania z baz (…) w ramach tej nielegalnej wojny. Wszystkie plany lotów (…) zostały odrzucone” – podkreślił Sánchez podczas wystąpienia w parlamencie.
Madryt uzasadnia swoją decyzję względami prawnymi, wskazując, że operacje przeciw Iranowi nie mają mandatu międzynarodowego.
Zakaz nie ma jednak charakteru absolutnego. Jak zaznaczają hiszpańskie władze, możliwe są wyjątki w sytuacjach nadzwyczajnych, np. awaryjnych lądowań. Nadal realizowane są także misje wynikające z dwustronnych umów z Waszyngtonem, w tym wsparcie logistyczne dla amerykańskich sił w Europie.
Decyzja Madrytu spotkała się z ostrą reakcją ze strony Stanów Zjednoczonych. Prezydent Donald Trump miał – według doniesień medialnych – grozić konsekwencjami gospodarczymi, w tym ograniczeniem współpracy handlowej.
Według analityków odmowa Hiszpanii znacząco skomplikowała logistykę operacji wojskowych przeciw Iranowi. Ograniczenie dostępu do baz oraz przestrzeni powietrznej wymusza dłuższe trasy lotów i zwiększa koszty działań.
