Chłopcy nie organizowali manifestacji, nie szukali rozgłosu. Zareagowali odruchem, który w ich odczuciu był oczywisty: nie zgodzić się na upokorzenie symbolu ważnego dla nich samych, ich rodzin i szkolnej wspólnoty. To właśnie ta prostota sprawiła, że sprawa zyskuje wymiar symboliczny.

Zdarzenie szybko dotarło do rodziców, władz gminy i prokuratury. Wszczęto postępowanie w sprawie możliwej obrazy uczuć religijnych, a szkoła objęła uczniów wsparciem pedagogicznym i psychologicznym. W sali, z której usunięto krzyż, zawisł nowy – a oryginalny zabezpieczono jako dowód.

W kolejnych dniach przed szkołą odbyła się pokojowa manifestacja poparcia. Mieszkańcy, rodzice i nauczyciele podkreślali, że nie chodzi o konflikt światopoglądowy, lecz o granice – i o prawo dzieci do wyrażenia sprzeciwu wobec działań, które uznały za krzywdzące. Wielu komentatorów zwróciło uwagę, że to właśnie uczniowie wykazali się większą wrażliwością i dojrzałością niż dorośli.

Nowe informacje wskazują, że sprawą interesują się także kuratorium oświaty oraz Rzecznik Praw Dziecka, analizując ją pod kątem praw uczniów i standardów postępowania w szkołach publicznych. Dyskusja, która się wywiązała, wykracza daleko poza Kielno – dotyka pytania o to, jak w praktyce wygląda szacunek dla przekonań młodych ludzi.

Historia chłopców z Kielna pokazuje, że odwaga nie zawsze ma postać wielkich deklaracji. Czasem jest cichym, ale jakże skutecznym „nie”, wypowiedzianym w obronie tego, co uznaje się za ważne, krzyża i symbolu zmartwychwstania. I właśnie dlatego tak mocno wybrzmiewa.