Polityk nie kryje oburzenia i twierdzi, że skala problemu jest bezprecedensowa. „Skala absurdu rządu Tuska nie zna granic” – napisał w mediach społecznościowych. Według niego kontrolerzy mieli wymagać od przedsiębiorców wykazania, że ryby zakupione w ramach wsparcia kilka lat temu wciąż znajdują się w gospodarstwach.

Kontrolerzy szukali ryb sprzed 5 lat

Gróbarczyk opisuje sytuację w sposób dosadny. „Kazał zwracać producentom ryb pieniądze, bo uznał flądry i pstrągi za ‘środek trwały’, tak samo jak auta czy komputery” – podkreśla. Jego zdaniem kontrola miała dotyczyć ryb sprzed pięciu lat.

„Kontrolerzy szukali ryb sprzed 5 lat. Nie znaleźli, bo może nawet sami je zjedli, więc kazali zapłacić firmom 7 mln zł!!!” – stwierdził polityk, wskazując, że konsekwencją miały być żądania zwrotu łącznie około 7 milionów złotych.

W jego ocenie sytuacja ta jest nie tylko przejawem biurokratycznego formalizmu, lecz także uderzeniem w polskie przedsiębiorstwa działające w sektorze rybackim i akwakultury.

Smród zgnilizny gorszy od pięcioletnich ryb

Wpis Gróbarczyka ma wyraźny charakter. „Smród zgnilizny tego rządu jest gorszy od smrodu pięcioletnich ryb!” – napisał, zarzucając obecnej ekipie rządzącej brak zrozumienia dla realiów funkcjonowania branży.

Były minister idzie jeszcze dalej w swojej ocenie: „Najgorsze, że Tusk chce zniszczyć wszystko, co polskie!”. Podkreśla też, że te decyzje mają charakter systemowy i mogą doprowadzić do osłabienia krajowych producentów.