Najważniejsze wątpliwości dotyczą tego, czy mięso trafiło już do sprzedaży oraz czy zostało wycofane z rynku. Jak podkreślono, „pytania w tej sprawie się mnożą”, a kluczowe jest ustalenie czy produkt „stwarza zagrożenie dla zdrowia konsumentów”.
Eksperci wskazują, że sam progesteron jako naturalny hormon nie jest jednoznacznie rakotwórczy, jednak jego obecność w określonych warunkach może mieć poważne konsekwencje zdrowotne. Prof. Marcin Gołębiewski wyjaśnia, że „samo stwierdzenie podwyższonego stężenia tego hormonu w tkance nie stanowi wystarczającego dowodu jego nielegalnego zastosowania”, ale jednocześnie podkreśla konieczność stosowania zaawansowanych metod analitycznych i dokładnej oceny sytuacji.
Znacznie ostrzej sprawę oceniają przedstawiciele branży. Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego, stwierdził wprost: „to jest kolejny dowód na to, że standardy w krajach Mercosur są zupełnie inne niż w UE”. Zwrócił też uwagę, że mimo formalnych zakazów, „teoretycznie zabronione substancje znajdują się jednak w tych produktach”.
W jego opinii sytuacja wymaga zdecydowanej reakcji, w tym wstrzymania importu do czasu pełnego wyjaśnienia sprawy.
Na tym tle coraz wyraźniej widać problem po stronie polskich władz. Brak jasnej informacji, brak natychmiastowej reakcji i brak transparentności działań budzą uzasadniony niepokój. W sytuacji, gdy chodzi o zdrowie obywateli, państwo powinno działać szybko i stanowczo – tymczasem opinia publiczna wciąż czeka na konkretne odpowiedzi.
To kolejny przykład, w którym polski system kontroli żywności wydaje się reagować z opóźnieniem, zamiast działać prewencyjnie. A w takich sprawach każda zwłoka może mieć realne konsekwencje dla zdrowia konsumentów.
