Kardynał wyraził przede wszystkim przekonanie, że postępowe poglądy papieża Franciszka w sprawie migracji nie są czymś wiążącym dla katolika. Skrytykował „przesadne rozumienie papieskiej nieomylności” oraz „kult osoby” w tym przypadku, podkreślając, że nieomylność papieża ma zastosowanie w ograniczonym zakresie i nie dotyczy ona „jego prywatnego rozumienia migrantów itd.” To, że papież musi bronić „praw każdego człowieka”, nie oznacza przyzwolenia na politykę wpuszczania „wielu milionów muzułmańskich migrantów, by zmienili oni całkowicie kulturę i prowokowali wojny domowe, jak to dzieje się w krajach o większości muzułmańskiej” – powiedział kard. Müller.

Niemiecki hierarcha podkreślił niemożliwość integracji przybyszów z państw muzułmańskich, „jeśli duża większość nie stanie się chrześcijanami”. Zwrócił przy okazji uwagę na ciekawy paradoks: „Kiedy pytam ChatGPT – i AI – mówi, że muzułmanie są tolerancyjni. Następnie pytam: Czy możesz mi podać jedno państwo [o większości muzułmańskiej], gdzie chrześcijanie mają te same prawa? I nie potrafią powiedzieć nic”.

Kardynał zauważył, że na „polityków i obywateli państw” spada odpowiedzialność „decydowania, czy chcą być marginalizowani w swoim kraju”. Zauważając wszędzie narastanie „ataków na budynki kościelne i wartości oraz idee chrześcijańskie”, duchowny stwierdził, że ten trend nie jest korzystny ani dla Kościoła, ani dla narodów Zachodu.

Ponadto kard. Müller zwrócił uwagę na to, że obecne problemy krajów Europy zostały wywołane przez „katastrofę demograficzną”, za którą odpowiedzialność ponosi polityka antyrodzinna samych tych państw. Odnosząc się do swoich doświadczeń z młodości, wspomniał prowadzoną „ostrą politykę przeciwko rodzinie, małżeństwu i przeciwko dzieciom”, która przypomina „głupią politykę jednego dziecka” prowadzoną w Chinach.

„Naturalnym uczuciem jest mieć dzieci, jeśli żyje się w małżeństwie – dodał. – „Przeciwko naturze i przeciwko łasce, jest ich nie mieć”. Państwa, które stawiają na drodze do tego przeszkody, robią to bezprawnie. „Państwo jest tylko dla dobra wspólnego, dla infrastruktury. (...) Ale nie ma prawa ingerować w prawo naturalne i życie moralne. (...) Państwa [często] mają ochotę być bogami, którzy instrumentalnie traktują życie ludzi jedynie dla interesu możnych”.

Kard. Müller staje jednocześnie w obronie prawa narodów do zachowania własnej egzystencji, języka, tożsamości i kultury. Dostrzega w nich przedłużenie rodziny, a jednocześnie wskazuje na ich rozwój w Europie po upadku imperium rzymskiego i zjawieniu się chrześcijaństwa. Nie przymyka oczu na złe strony rozwoju Zachodu, takie jak nacjonalizm i imperializm, określając je jako „straszne” i „całkowicie antychrześcijańskie”.

Jednocześnie niemiecki hierarcha odrzuca atomistyczny indywidualizm i globalizm, który przyczynia się do wymazywania różnic kulturowych i etnicznych. Podkreśla znaczenie różnic etnicznych i narodowych jako coś pomocnego i zdrowego: „Ponieważ nie jesteśmy izolowanymi osobami”, ale istniejemy w jakiejś kulturze, środowisku, które kształtują naszą tożsamość, bowiem „nikt nie może nauczyć się wszystkich języków [lub] zrealizować wszystkich możliwości”.

Odwołując się do Wcielenia Pana Jezusa, kard. Müller powiedział: „Jezus przyjął ciało we wszelkich ludzkich kontekstach. (...) Zatem istnieje prawo wszystkich narodów do zachowania swojej wyjątkowej kultury bez przeciwstawiania się innym. To dobry wizerunek, stwierdzić, że jesteśmy rodziną w ludzkości. Ale jesteśmy w rodzinie europejskiej i tak dalej”.

Kardynał przywołał czwarte przykazanie Dekalogu, stwierdzając, że patriotyzm i służenie własnym rodzicom się ze sobą przeplatają. Kościół bowiem wiąże przykazanie „Czcij ojca swego i matkę swoją” także z czcią wobec własnych przodków i narodu. „Jesteśmy przeciwko globalizmowi. Jesteśmy Kościołem powszechnym. Ale Kościołem powszechnym w domu Ojca mego” – dodał na koniec kard. Müller przywołując słowa Chrystusa, który powiedział, że w tym domu „jest mieszkań wiele” (J 14,2).