W rezultacie więc druga i ostatnia tura wyborów, w której uczestniczyła z jednej strony wicepremier Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, a z drugiej minister Paulina Hennig-Kloska pozostała nierozstrzygnięta. Wszystko to oczywiście ośmieszyło partię, na czele której formalnie rzecz biorąc wciąż stoi Szymon Hołownia.
Przecieki do mediów, zarzuty o instrumentalne wykorzystywanie tych przecieków, oskarżenia o grę nie fair – wszystko to poważnie naruszyło prestiż ugrupowania. Dodatkowo atmosferę zelektryzowały też dywagacje samego Szymona Hołowni, który zastanawiał się, czy nie wystartować w kolejnej turze wyborów, która ma zostać powtórzona 31 stycznia. Jak jednak wynika z informacji mediów Szymon Hołownia ostatecznie zrezygnował z kandydowania. W specjalnym oświadczeniu zapowiedział, że oddaje losy partii dwóch kobietom które wygrały pierwszą turę wyborów, czyli Paulinie Hennig-Klosce i Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz.
Jak się więc okazuje coś skłoniło Hołownię do porzucenia aspiracji do dalszego udziału w wyborach. Ale równie ważna jest kolejna informacja, która obiegła prasę, że układ sił w partii wskazuje, że szanse na wygraną ma zdecydowanie Paulina Hwnnik-Kloska.
Jeśli wygra obejmie też stanowisko wicepremiera, w miejsce obecnie sprawującej tę funkcję Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Jeżeli to się sprawdzi oznaczać to będzie kolejny sukces Donalda Tuska w swoim jedynowładztwie nad Koalicją 13 grudnia. Już dawno temu wielu polityków Platformy Obywatelskiej takich jak np. Jan Rokita zwróciło uwagę na nieprawdopodobny dar Tuska do eliminowania ze swej drogi wszystkich realnych konkurentów.
Pełczyńska-Nałęcz niewątpliwie była taką silną osobowością. Jako jedna z niewielu ważnych postaci z Koalicji potrafiła wchodzić w dyskusje z obecnym premierem i w wielu sporach demonstrowała własne, dobrze uargumentowane stanowisko. Jeśli więc wygra Paulina Hennig-Kloska, która jest postacią znacznie mniejszego formatu niż Pełczyńska-Nałęcz, to Polska 2050 przejdzie do pozycji typowego stronnictwa klienckiego, z którym Tusk nie musi się w żadnym stopniu liczyć.
Na niekorzyść Polski 2050 działa też fakt, że ugrupowanie to już od wielu miesięcy nie przekracza w sondażach progu wyborczego. Przykładowo w ostatnim sondażu United Surveys/Ibirs na zlecenie Wirtualnej Polski – Polska 2050 osiąga nędzne 2, 3%, Nawet niegdysiejszy partner polityków od Hołowni czyli PSL osiąga w tym samym sondażu 4.8%, choć też nie przekracza progu wyborczego. Być może Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz jest sama sobie winna, bo w partii nielubiana jest za wyniosły styl bycia i bezserwiserstwo. Tyle że nie zmienia to faktu, że Tusk jeszcze mocniej chwyci polityków obecnej koalicji w swój żelazny uścisk.
Wszystko wskazuje, że to on łaskawie będzie decydował, kto z obecnej Polski 2050 może otrzymać jakieś miejsce na liście Koalicji Obywatelskiej w 2027 roku. Przypomina się stare kąśliwe powiedzenie: „Dziurki nie zrobi, a krew wyssie”. Tak czy inaczej Polska 2050 to już polityczny wrak. Nawet jeżeli minister Hennig-Kloska zdobędzie nad nim władzę, to będzie to królowanie na politycznym gruzowisku.
Piotr Semka
