Ów fragment tablicy został wydobyty z ziemi w 1993 roku w trakcie odgruzowywania ruin starego miasta. Kostrzyn wiosną 1945 roku był jednym z głównych punktów oporu hitlerowców broniących Berlin przed naporem armii sowieckiej. W rezultacie miasto zburzono w 95 procentach. Gdy w trakcie prac porządkowych odnaleziono fragment tablicy znalazca sprzedał ów obiekt w RFN i dopiero teraz po długich latach owa pamiątka z przeszłości została przekazana Muzeum Twierdzy w Kostrzynie. Wiadomość o uroczystości pt. „Fryderyk wraca do Kostrzyna” wywołała oburzenie miejscowej radnej pani Marty Niedzielskiej-Siadak. 

Nic dziwnego że po jej zaalarmowaniu dziwaczna impreza ku czci władcy, który był jednym z projektantów I rozbioru Polski część mediów głównie z prawej strony – były pełne oburzenia. Był to król pruski który o Polakach wypowiadał się z wyjątkowa nienawiścią i pogardą. Szkodził Polsce jak mógł. Rozkazał fałszowanie polskiej waluty. Paraliżował handel z Polską. I porywał polskich poddanych wcielając ich do swojej armii. Gdy w ramach I rozbioru Polski w 1772 roku zagarnął polskie dotąd terytorium Warmii – rozczulał się nad misją cywilizacyjną Prus na tym terenie przechwalając się że pod jego władzą byli polscy poddani zostaną objęci opieka niczym amerykańscy Irokezi. W Kostrzynie nikomu nie przyszło do głowy, że fetowanie tak upiornej postaci może wywołać sprzeciw.  

Co więcej w obronie burmistrza Kostrzynia który zaangażował się w tą wątpliwą imprezę włączył się wyraziście proplatformerski lokalny dziennik „Gazeta Lubuska”.  Autor tekstu dziwił się, że „kawałek kamienia rozpętał burzę”. I z emfazą pisał: „Miała być impreza z przymrużeniem oka, a wyszła afera, która odbiła się echem w całej Polsce. Miejska radna mówi o skandalu, a dyrektor Muzeum-Twierdzy tłumaczy, że trzeba mieć bardzo dużo złej woli aby doszukać się tu elementów gloryfikacji jednego z inicjatorów I rozbioru Polski. „Gazeta Lubuska” broniła władz miasta, że była to impreza z przymrużeniem oka. Dziennik nie wyjaśnił jednak dlaczego na uroczystość sprowadzono aktora, który ubrany by w mundur autentycznego „Starego Fryca” i dlaczego uroczystość uświetni swoją osobą burmistrz Kostrzyna. Co najbardziej zdumiewające, to absolutne zdziwienie dyrektora Muzeum, który do dziś nie bardzo rozumie dlaczego cała impreza wywołała tak masowy sprzeciw. 

Cała sprawa nie wzbudziłaby tak dużych emocji gdyby nie coraz większy margines akceptacji przez władze samorządowe Ziem Zachodnich pruskiej symboliki związanej z dynastią Hohenzollernów. Gdy we Wrocławiu wojewódzki konserwator zabytków  nakazuje przywrócenie na moście grunwaldzkim we Wrocławiu  niemieckiego napisu „Kaiserbrücke i odtwarza się symbol korony pruskiej dynastii to impreza w Kostrzynie zaczyna budzić jak najgorsze skojarzenia i rozumieją to miliony Polaków, których informacje o tej dziwacznej uroczystości mocno zbulwersowały.   Oczywiście ci którzy nawarzyli tego piwa wzruszają ramionami i ogłaszają że nie rozumieją zdenerwowania. Tyle, że więcej to mówi o nich a nie o tych którzy podeszli do całej sprawy ze zrozumiałym oburzeniem.