Tylko w styczniu w Polsce zamknięto 18 oddziałów położniczych. Dochodzi do sytuacji, w których kobiety muszą rodzić na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych. Jak podkreślają eksperci, brak ginekologa-położnika czy zabezpieczonej sali operacyjnej tworzy poważne ryzyko dla zdrowia kobiety i dziecka w przypadku jakichkolwiek komplikacji. To natomiast sprawia, że Polki zaczynają bać się porodu. Tymczasem minister zdrowia przekonuje, że z uwagi na sytuację demograficzną… konieczne będzie zamykanie kolejnych porodówek.

- „Panie redaktorze, myślę, że nie możemy uciekać od tego, że jest demografia taka, jaka jest w Polsce. W związku z tym na pewno takie procesy, jeżeli będą niezbędne, pewnie należy się ich spodziewać. My zabezpieczamy kobiety tym, że profesjonalna obsługa położnej, miejsce do takich narodzin, które gdyby nie dojechała, gdyby była taka potrzeba, powinny być zabezpieczone. Myślę, że to szczególnie leży w naszej trosce”

- powiedziała Jolanta Sobierańska-Grenda na antenie Radia ZET.

Co natomiast z obiecywanymi przez rządzących „pokojami narodzin”, które mają powstać w szpitalach, w których zamknięto oddziały położnicze? Minister bez zażenowania przyznała, że… „to dopiero plany”.

- „To jest nowy produkt rozliczeniowy, który wprowadziliśmy. Dopiero są plany i są rozmowy w tej kwestii”

- stwierdziła.