12 marca Nuncjatura Apostolska w Polsce ogłosiła, że nowym metropolitą Łodzi zostanie kardynał Konrad Krajewski, dotychczasowy jałmużnik papieski. Ta wiadomość wprawdzie nikogo nie zaskoczyła, bo dziennikarze spekulowali o takiej decyzji już od dawna. Niemniej jednak werdykt Rzymu stanowi swoiste przypieczętowanie nowego kierunku, który obiera Kościół katolicki w naszym kraju.
Chodzi o odmienne podejście do ważnych zagadnień doktrynalnych, moralnych i politycznych. „Duszpasterska otwartość” w stylu Jorge Mario Bergoglia, którą póki co utrzymuje w mocy papież Leon XIV, staje się nową nicią przewodnią polskiego katolicyzmu.
Kardynał Krajewski jest znany z wypowiedzi trafiających na czołówki gazet. W 2019 roku ogłosił, że gdyby był biskupem Białegostoku, to wyszedłby do uczestników homoparady i zaprosił ich do kościoła. Stwierdził z ironią, że pewnie „pobożni” czyściliby później kościelne ławki. W 2025 roku przemawiając do młodzieży w Rzymie przekonywał, że Kościół jest otwarty dla „kochających inaczej”. Przy tej samej okazji uznał Pana Jezusa za „uchodźcę” i ostro skrytykował tych, którzy bronili wówczas polskich granic przed polityką Republiki Federalnej Niemiec.
Kardynał Grzegorz Ryś zapewnił, że Konrad Krajewski to człowiek, który myśli w kategoriach papieża Franciszka. Można założyć, że kardynał Ryś wie, co mówi: przecież bez niego umieszczenie Konrada Krajewskiego w Łodzi nie byłoby możliwe. To w końcu poprzednia archidiecezja tego purpurata, a poza tym Grzegorz Ryś jest członkiem watykańskiej Dykasterii ds. Biskupów i ma dzięki temu przemożny wpływ na nominacje w Polsce.
Tandem Ryś-Krajewski, wspierany przez kilku dynamicznych biskupów o bardziej „lewicowej” wrażliwości, będzie w coraz większej mierze nadawać ton polskiemu życiu kościelnemu. Sprzyjają temu cztery kwestie: - synodalność; - powołanie ogólnopolskiej komisji ds. pedofilii w Kościele; - postępująca sekularyzacja; - germanizacja doktrynalno-moralna.
O co chodzi? Omówię krótko każdy z tych aspektów.
Papież Leon XIV kontynuuje proces synodalny papieża Franciszka. Dokumenty, które publikuje ostatnio Watykan, są utrzymane w rewolucyjnym duchu, na przykład w sprawie roli kobiet w Kościele. Sam kardynał Ryś rozpoczął 14 marca synod w Krakowie, deklarując, że trzeba „przeorać” krakowski Kościół. Proces synodalny będzie nieustanną okazją do wprowadzania zmian, przede wszystkim poprzez „aktywizację” świeckich, również liturgiczną. Takie działania, nawet jeżeli wydają się pobożne i motywowane dobrymi chęciami, w dłuższej perspektywie przyczyniają się do desakralizacji świadomości wiernych i sprzyjają uwiądowi wiary.
Powołanie ogólnopolskiej komisji ds. wyjaśnienia przypadków wykorzystywania nieletnich w Kościele jest teoretycznie dobrą wiadomością. Niestety, biorąc pod uwagę nieprzychylność wielkich mediów i rządu, praca tej komisji stanie się okazją do narracyjnego grillowania Kościoła i zarzucania mu moralnego zepsucia. Praca tej komisji – tak po prostu będzie – wywoła wstrząsy i sprowokuje nagonkę do Kościoła. To prawdopodobnie nieuniknione i konieczne, ale będzie mieć swoje negatywne skutki. Szkoda, że wcześniej nie powołano komisji w różnych diecezjach – praca w rozproszeniu generuje mniejsze możliwości medialnego atakowania Kościoła, niż praca jednej ogólnopolskiej komisji. Te medialne ataki wywołają z kolei chęć obrony, a chęć obrony będzie oczywiście związana z deklaracjami przeprowadzania „zmian” w Kościele, co uderzy w autorytet kapłański.
Kolejny aspekt to sekularyzacja. Polacy z roku na rok odchodzą od wiary – trend jest powolny, ale konsekwentny. Spada liczba praktykujących co niedziela, zanikają katolickie rodziny (nie rodzą się dzieci). Z pokolenia na pokolenie będzie gorzej, bo najważniejsze dla transmisji wiary jest nauczenie dzieci poważnego jej traktowania. Tego od dawna już w Polsce nie ma, dlatego młodzi ludzie tak licznie odchodzą od wiary. Rzecz będzie się jeszcze nasilać. Typową odpowiedzią w takiej sytuacji jest próba rozpaczliwego szukania możliwości zatrzymania tych negatywnych zmian, w dużej mierze poprzez próbę „pozytywnego odczytania” współczesnej kultury. To z kolei prowadzi zwykle do… naśladowania tej kultury, co znowu skutkuje dalszą degradacją wiary. Błędne koło, ale tak rzecz wygląda we wszystkich państwach zachodnich, które przechodziły bądź przechodzą to, co Polska.
Wreszcie – germanizacja doktrynalno-moralna. W tej kwestii chodzi o przyjęcie większego „indywidualizmu” w postrzeganiu wiary i prawd moralnych. Odchodzi się od obiektywnych kryteriów na rzecz subiektywnego rozróżniania własnej sytuacji. W praktyce rzecz jest niezwykle bliska etyce sytuacyjnej, którą Kościół potępił. W Polsce już się to zaczęło. W rosnącej liczbie miejsc udziela się na przykład Komunii świętej rozwodnikom w powtórnych związkach, choć przepisy kościelne to wykluczają. No, ale chodzi o „indywidualne rozwiązania duszpasterskie”.
Kardynałowie Konrad Krajewski czy Grzegorz Ryś mogą mieć krytyczny stosunek do wielu z tych rzeczy, ale ze względu na zasadniczo pozytywną ocenę „duszpasterskiej linii” Franciszka będą jednak prawdopodobnie skutecznymi współpracownikami trendu przebudowy katolicyzmu w Polsce.
Mówiąc krótko, w szerokiej skali społecznej dążymy do „unijnej” normy również w religii. Warto zdawać sobie z tego sprawę, choćby po to, by samemu pielęgnować tradycyjne rozumienie wiary, wolne od takich czy innych naleciałości współczesnej kultury liberalnej. Zbudowane w ten sposób wyspy mogą stać się w przyszłości jakimś zalążkiem odnowy.
Paweł Chmielewski
Autor jest publicystą portalu PCh24.pl
