„Rzeczpospolita podaje”, że telefony do ofiar wykonywane są z call center w Kijowie, Odessie czy Charkowie, natomiast w Polsce działa „terenowa” część grup – odpowiedzialna za wypłatę wyłudzonych pieniędzy.
Przestępcy podszywają się pod pracowników banków oraz doradców inwestycyjnych, wykorzystując presję czasu i strach, by nakłonić ofiary do przelewania oszczędności. Według śledczych obywatele Ukrainy stanowili ponad 90 proc. składu rozbitych dotąd cybergangów, a polskie grupy przestępcze są praktycznie wypchnięte z tego „segmentu”.
Skala zjawiska rośnie: liczba oszustw internetowych sięga dziesiątek tysięcy rocznie, a przypadków „na bankowca” i „na inwestycje” jest – jak przyznają funkcjonariusze – ogrom. Zyski są gigantyczne: jedna z opisanych grup wyłudziła około 6 mln zł w trzy lata, co pokazuje, jak opłacalny stał się ten rodzaj cyberprzestępczości.
