W komunikacie prasowym stowarzyszenie zwraca uwagę na to, że styl ks. Amortha, „zarówno jako pisarza i wykładowcy, był mądry i bardzo prosty, do tego stopnia, że nawet słuchacze niespecjaliści mogli go zrozumieć”. Był on autorem książek na temat egzorcyzmów, nagrań, wywiadów i konferencji. Ponadto słynny egzorcysta traktował każdego jako przyjaciela.
Stowarzyszenie stwierdza, że niestety ta życzliwość ks. Amortha w ostatnich latach jest wykorzystywana przez różne osoby do tego, by podawać się za jego współpracowników, a także „przypisywać mu wywiady, książki i strony Facebooka, o których nie miał on żadnej wiedzy. W rzeczywistości to z tego powodu napisał on list z ostrzeżeniem do członków Międzynarodowego Stowarzyszenia Egzorcystów, które założył, a który był opublikowany w piśmie okólnym nr 70 z czerwca 2016 r.”
W komunikacie jest podany fragment wypowiedzi ks. Amortha z książki Tajemnice egzorcysty (tytuł oryginału: La mia battaglia con Dio contra Satana), w której wspomina on w rozmowie z Elisabettą Fezzi, że „są ludzie, który mówią: Otrzymałem moc od księdza Amortha, jestem w kontakcie z księdzem Amorthem”. W rzeczywistości ich twierdzenia nie są oparte na faktach, choć podają się za jego „dzieci duchowe”. Jak sam oświadczył: „Nigdy nie ośmieliłbym się powiedzieć: Taka osoba jest moim dzieckiem duchowym”.
Ks. Amorth przytacza przykład „chłopca”, który przyszedł kilka razy, by się modlić w czasie egzorcyzmów odprawianych przez niego, by potem twierdzić, że zna go osobiście, a następnie nakładać ręce na ludzi i wykonywać „gesty, których nie powinien wykonywać”.
Autorzy komunikatu dołączają w całości wspomniany list ks. Amortha, w którym pisze on o „ludziach – księżach i świeckich – (...) przedstawiających się w prasie i w Internecie jakoby byli [jego] bliskimi współpracownikami”: „Czasami są to osoby, z którymi spotkałem się tylko na wywiad i błogosławieństwo, a które następnie poprosiły o zrobienie sobie ze mną zdjęcia albo nagrania wideo jedynie po to, by potem opublikować te zdjęcia i wideo w Internecie w celu twierdzenia, że są moimi współpracownikami, kiedy w rzeczywistości nimi nie są; nawet przypisują mi słowa, których nigdy nie powiedziałem”.
Ks. Amorth wspomina w swoim liście o fałszywych książkach mu przypisywanych, nieautoryzowanych stronach Facebooka, przypisywanych mu wypowiedziach, które nigdy nie padły z jego ust, oraz wypaczonych lub wyjętych z kontekstu cytatach. Pisze także o rekolekcjach modlitewnych oraz sesjach katechetycznych, które prowadził, a potem były one „wykorzystywane dla osobistego zysku i zamieszczane w sieci, by nadać wiarygodności i rozgłosu grupie”, która go zaprosiła. „Otrzymuję także doniesienia o organizacjach charytatywnych, które noszą moje imię i przedstawiają się jako założone lub zaaprobowane przeze mnie, o których nie miałem jakiejkolwiek wiedzy” – pisał włoski egzorcysta.
Ks. Amorth podkreśla, że jego „bliscy współpracownicy”, którym ufał i którzy byli nieliczni, w rzeczywistości zachowywali się z „niezwykłą powściągliwością i dyskrecją”, nie wykorzystując jego imienia dla korzyści. „Zatem zalecam Wam ostrożność wobec kogokolwiek, kto przestawia się jako jakoby uwierzytelniony przeze mnie, a także ostrożność wobec stron internetowych, które przedstawiają się jako kierowane przeze mnie albo wobec publikacji mi przypisywanych, ale których nigdy wprost nie autoryzowałem albo o których nie wiedziałem, z wyjątkiem tego, że je zrobiono” – pisał ks. Amorth w liście z 13 maja 2016 r.
