Zwolennicy weta wskazują, że ustawa otwierała drzwi do cenzury bez kontroli sądowej. Przeciwnicy – że państwo traci narzędzie walki z patologicznymi treściami. Spór natychmiast przeniósł się do internetu i mediów społecznościowych.

Na decyzję polskiej głowy państwa zareagował Elon Musk, właściciel serwisu X. Krótki komentarz „Bravo” pod wpisem amerykańskiego dziennikarza, chwalącego polskie weto, wystarczył, by dolać oliwy do ognia. Wpis cytował słowa prezydenta, że „państwo ma gwarantować wolność, a nie ją ograniczać” i wzywał do naśladowania Polski przez inne kraje.

Projekt nowelizacji przewidywał daleko idące rozwiązania. Administracyjne organy – m.in. UKE czy KRRiT – mogłyby, bez wyroku sądu, blokować portale, kanały wideo lub treści na platformach społecznościowych. Kluczową rolę miały odgrywać tzw. „zaufane podmioty sygnalizujące”, finansowane ze środków publicznych, które wskazywałyby treści uznane za naruszające prawo.

Krytycy ustawy podnosili również zapisy pozwalające na wejście urzędników do siedzib administratorów forów internetowych, kopiowanie danych i zabezpieczanie nośników – w asyście policji. W ich ocenie oznaczało to realną groźbę nadużyć i efekt mrożący dla debaty publicznej.

Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski nie krył rozczarowania. Na antenie Polsat News mówił o „narastającym szlamie w internecie” i oceniał weto jako „hańbę”, a nie sukces. W mediach społecznościowych – paradoksalnie na X – pisał o konieczności ochrony obywateli przed „cyfrowymi ściekami”, krytykując obrońców szeroko rozumianej wolności słowa.

Prezydent, uzasadniając decyzję, porównał projektowane mechanizmy do cenzury znanej z powieści „Rok 1984” George’a Orwella. Podkreślał, że oddanie kontroli nad treściami „urzędnikom podległym rządowi” narusza konstytucyjną wolność wypowiedzi, a wykorzystywanie argumentu ochrony dzieci jako uzasadnienia dla tak szerokich kompetencji administracyjnych nazwał niemoralnym.

Weto nie zamyka jednak sprawy. Karol Nawrocki zaprosił Ministerstwo Cyfryzacji oraz organizacje pozarządowe do prac nad nowymi, precyzyjniejszymi rozwiązaniami. Mają one łączyć realną ochronę najmłodszych i zwalczanie przestępstw w sieci z zachowaniem fundamentalnej zasady: bez sądu nie ma cenzury.