Jednym z tematów szczytu Unii Europejskiej były obawy przed falą migracji z Bliskiego Wschodu do Europy, którą może wywołać wojna Stanów Zjednoczonych i Izraela przeciwko Iranowi.

- „Jak dotąd nie zaobserwowaliśmy ruchów migracyjnych w kierunku Europy, ale musimy być przygotowani. Nie dopuścimy do powtórki z 2015 roku. Wyciągnęliśmy wnioski z przeszłości. A dziś jesteśmy lepiej przygotowani. Mamy silniejsze granice zewnętrzne i silniejsze agencje. Mamy solidne ramy prawne – Pakt o Migracji i Azylu. Wzmocniliśmy nasze partnerstwa z sąsiadami w regionie. A co najważniejsze, jesteśmy zjednoczeni jako Europejczycy”

- zapewniała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.

Do kwestii nielegalnej migracji po zakończeniu szczytu odniósł się również premier Donald Tusk. Przekazał, iż wspólnie z premier Danii i premier Włoch przekonywał partnerów do jasnej deklaracji, że „Unia Europejska w związku z wojną na Bliskim Wschodzie i generalnie kryzysem geopolitycznym nie będzie otwarta dla wszystkich, którzy chcą migrować”.

- „Udało się także przekonać Komisję Europejską i innych partnerów, żeby jednoznacznie powiedzieć, że błędu z 2015 roku Unia już nie popełni”

- oświadczył.

- „Unia Europejska musi w sposób twardy, jednoznaczny bronić swojego terytorium i swoich granic przed nielegalną migracją”

- dodał.

W reakcji na wystąpienie szefa rządu red. Samuel Pereira przypomniał w mediach społecznościowych wypowiedzi Donalda Tuska z 2015 i 2014 roku.

- „Dystrybucja co najmniej 100 tysięcy uchodźców między kraje UE jest czymś, co musimy zrobić”

- mówił Donald Tusk jako przewodniczący Rady Europejskiej.

W 2024 roku natomiast, już jako lider rządzącej w Polsce koalicji przekonywał, iż „od 2015 cały czas stał na stanowisku, że głównym zadaniem instytucji europejskich i państw narodowych jest ochrona terytorium i kontrola granicy”.