Michał Kołodziejczak jest jedną z najbardziej absurdalnych postaci polskiej polityki. Były lider AgroUnii wystartował w ostatnich wyborach z list Koalicji Obywatelskiej, zdobywając mandat posła. Przez chwilę był nawet wiceministrem rolnictwa. Po wejściu do wielkiej polityki dawny działacz i organizator protestów rolniczych szybko zapomniał o wsi, korzystając z uroków życia w stolicy. Tabloidy rozpisywały się o jego butach za nawet kilkanaście tysięcy złotych czy rajdzie luksusowym lexusem po Warszawie, w czasie którego rozmawiał przez telefon i zignorował czerwone światło.

Jako wyjątkowa postać polskiego parlamentaryzmu, poseł Kołodziejczak nie pracuje w biurze poselskim, a w „kancelarii poselskiej”. Wczoraj odbyło się szumnie zapowiadane, huczne otwarcie jego kancelarii w Gnieźnie. Polityk przygotował na tę wyjątkową okoliczność przemówienie, poczęstunek i czerwony dywan. Nie wszyscy Polacy jednak doceniają poświęcenie parlamentarzysty. Na otwarciu pojawili się działacze Młodzieży Wszechpolskiej, którzy przynieśli dla Kołodziejczaka garść srebrników, mających symbolizować pieniądze, za które ich zdaniem sprzedał interes polskiej wsi i rolników.

I na takie wydarzenia poseł Kołodziejczak był jednak przygotowany. W mediach społecznościowych pojawiło się nagranie, na którym polityk KO wydaje swoim współpracownikom polecenie, by… usunęli protestujących.

- „Panowie, zajmijcie się nimi”

- słyszymy na nagraniu.