Kiedy w Sejmie minister sprawiedliwości Waldemar Żurek prezentował tzw. „ustawę praworządnościową”, a w posiedzeniu tym uczestniczyła przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa Dagmara Pawełczyk-Woicka, do siedziby KRS weszli wczoraj prokuratorzy w asyście policji. Śledczy żądali wydania akt spraw prowadzonych przez rzeczników dyscyplinarnych sędziów, a kiedy te żądania nie zostały spełnione, siłą rozpruwano zamki do ich gabinetów i otwierano sejfy. Co znamienne, obaj rzecznicy przebywali w tym czasie na wyjeździe. W kraju nie było też prezydenta, który brał udział w Światowym Forum Ekonomicznym w Davos.

W odpowiedzi na te wydarzenia I prezes Sądu Najwyższego wyraziła „głębokie zaniepokojenie i stanowczy sprzeciw”. Przypomniała, że Krajowa Rada Sądownictwa „stanowi organ konstytucyjny, którego pełna autonomia jest gwarantowana (…) art. 187 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej”, a „siłowe wejście do siedziby KRS” oraz „ograniczenie dostępu” szefowej KRS do pomieszczeń służbowych określiła „niedopuszczalną ingerencją w funkcjonowanie instytucji mającej kluczowe znaczenie dla wymiaru sprawiedliwości, stojącej na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów”.

Wskazując, że czynności prokuratury podjęto w momencie, kiedy w Sejmie toczyła się debata nad tzw. ustawą praworządnościową, prezes Manowska podkreśliła, że działania śledczych „budzą poważne wątpliwości odnośnie do ich motywu” i mogą zostać odebrane jako próba „zastraszenia sędziów w przededniu dyskusji nad przygotowanymi przez rząd rozwiązaniami”.

- „W przypadkowość zaistniałej sekwencji zdarzeń trudno uwierzyć”

- stwierdziła.