Publicysta Zbigniew Szczęsny w jednym ze swoich wpisów stwierdza, że tak wysoka ocena byłej głowy państwa jest dowodem utrwalonego sposobu myślenia o państwowości i o podległości wobec większych sąsiadów, w tym Rosji i Niemiec. Pisze o „sile utrwalonej przez pokolenia samoświadomości”, w której „własne państwo i własny naród jest zawsze podejrzaną emanacją jakiegoś warcholstwa”. W tej logice „właściwa postawa” ma polegać na działaniu „w granicach wyznaczonych przez zewnętrznych administratorów”.
Autor postu formułuje tezę o „internalizacji podległości” oraz mentalności „domagającej się Pana, który może i jest srogi i wymagający, ale przecież ‘nauczy, podpowie, pokaże’”. Takie przekonanie – czytamy - przekłada się na trudność prowadzenia w Polsce realnej dyskusji o granicach suwerenności – bo nie chodzi w niej o wypracowanie optymalnych rozwiązań, lecz o głęboko zakorzenione przeświadczenie o własnym „deficycie cywilizacyjnym”.
W opinii Szczęsnego konsekwencje tej postawy widać m.in. w sporach o obronność. Gdy pojawia się temat większej autonomii strategicznej czy potencjalnych zdolności odstraszania, dyskusja – jak stwierdza – szybko sprowadzana jest do przekonania, że „nie wolno dać małpie brzytwy”. Podobny mechanizm ma dotyczyć także gospodarki i polityki pieniężnej.
Publicysta wskazuje na działania Narodowego Banku Polskiego i prezesa Adama Glapińskiego, zwłaszcza na zwiększanie rezerw złota. W jego ocenie krytyka tych działań, także w zagranicznej prasie, wiąże się z obawą przed nadmierną samodzielnością Polski. Pisze ironicznie, że własna waluta daje „za duże pole manewru”, co w oczach części elit bywa traktowane jako przejaw „nieodpowiedzialnej” polityki.
