Mariusz Paszko, Fronda.pl: Panie Profesorze, jak Pan ocenia program SAFE? To rozwiązanie korzystne dla Polski czy wręcz przeciwnie?

Prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski: Oczywiście jest to niekorzystne – i to z kilku powodów. Pierwszy i fundamentalny to zasada warunkowości. To uprzejme określenie oznacza w istocie mechanizm politycznej kontroli. Stosownie do potrzeb politycznych unijnego mainstreamu – w praktyce Niemiec i Francji – można będzie Polsce środki przyznawać albo ich odmawiać.

Druga kwestia to instrument decydowania o tym, co mamy kupować, u kogo i w jakim tempie. Polska zbroi się z powodu realnego zagrożenia rosyjskiego, a nie w ramach abstrakcyjnej koncepcji budowy armii „na kiedyś”. To zagrożenie istnieje tu i teraz. Zakupy muszą więc uwzględniać dostępność sprzętu w konkretnym czasie oraz jego przydatność na naszym teatrze działań.

Nie potrzebujemy uzbrojenia do operacji ekspedycyjnych w Afryce czy do patrolowania Morza Śródziemnego. Potrzebujemy sprzętu zdolnego zatrzymać rosyjskie kolumny pancerne, drony i lotnictwo.

Podczas obrad sejmowych gen. Jarosław Rybak przyznał, że część propozycji zakupowych dla polskiej armii została zredukowana z uwagi na SAFE. Jak Pan to skomentuje?

Właśnie o tym mówię. W ramach tego programu nie kupowalibyśmy tego, co wynika z polskich potrzeb wojskowych, lecz to, co mieści się w unijnym katalogu kwalifikowalności. A jeśli projekt nie spełni warunków, Komisja Europejska może odmówić finansowania. Do tego dochodzi element polityczny – zmiana rządu czy spór o „praworządność” może stać się pretekstem do wstrzymania środków.

Obsługa wspólnego zadłużenia również będzie wiązać nasze środki. Pieniądze, które moglibyśmy wydać według własnych decyzji, będą obwarowane zewnętrznymi warunkami, jeśli ten projekt wejdzie w życie.

Pojawia się też argument o ograniczeniu zakupów do przemysłu europejskiego.

Tak. W praktyce oznacza to preferowanie firm niemieckich i francuskich kosztem amerykańskich czy koreańskich. Tymczasem Polska już ma w służbie znaczną liczbę czołgów K2 z Korei i Abramsów ze Stanów Zjednoczonych. Produkcja Leopardów w Niemczech to około 50 sztuk rocznie, przy czym pierwszeństwo ma Bundeswehra. My natomiast potrzebujemy sprzętu w latach 2027–2029, a nie w 2035.

Europa przez 30 lat zapowiadała budowę autonomii obronnej. Od deklaracji petersberskiej z 1992 roku, przez Europejską Politykę Bezpieczeństwa i Obrony, po koncepcje grup bojowych – które w praktyce istnieją w symbolicznej skali. To pokazuje ograniczoną wydolność tak europejskiego przemysłu jak i struktur wojskowych.

Czy SAFE może wpłynąć na relacje Polski z USA?

To bardzo istotny aspekt. Polska funkcjonuje w systemie amerykańskiej protekcji wojskowej. W naszym interesie jest, aby obecność USA w regionie była trwała. Nie osiągniemy tego samymi deklaracjami. Trzeba stworzyć sytuację, w której Stany Zjednoczone mają w Europie Środkowej realny interes.

Jednym z narzędzi jest otwieranie rynku dla amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego. Polska jest dziś największą armią w Unii Europejskiej i kluczową siłą na wschodniej flance NATO. Jeśli nasze siły będą w dużej mierze oparte na sprzęcie amerykańskim, naturalną konsekwencją będzie standaryzacja w regionie – w państwach bałtyckich czy w Rumunii. To buduje wspólny rynek i wzmacnia więź strategiczną z USA.

Drugim elementem jest energetyka – import amerykańskiego LNG przez Świnoujście i rozwój infrastruktury w ramach Trójmorza. Powiązanie bezpieczeństwa militarnego i energetycznego z interesem gospodarczym USA jest realnym sposobem utrzymania ich zaangażowania w regionie.

Wejście w mechanizm SAFE oznaczałoby osłabienie tej logiki i wypychanie Amerykanów z rynku zbrojeniowego Europy Środkowej.

W debacie pojawia się także kwestia ewentualnego „dyrektoriatu” największych państw UE.

Polska historycznie sprzeciwiała się koncepcji decydowania o mniejszych państwach przez mocarstwa poza formalnymi procedurami. Decyzje powinny zapadać w instytucjach traktatowych, a nie w nieformalnych grupach państw dominujących. Doświadczenie historyczne uczy, że takie mechanizmy mogą prowadzić do marginalizacji państw średnich.

Na koniec, pojawiają się informacje o możliwych naciskach na szybkie zawarcie pokoju na Ukrainie. Mówi się nawet o czerwcu 2026. Czy scenariusz rozejmu w najbliższych miesiącach jest realny?

Uważam go za mało prawdopodobny. Polska powinna popierać wszelkie wysiłki na rzecz pokoju, ale w oparciu o zasadę – o czym bardzo wyraźnie mówi Pan prezydent Karol Nawrocki - „zero zaufania do Rosji”. Historia pokazuje, że podpis Moskwy pod dokumentem nie gwarantuje jego przestrzegania.

Czasem przywołuje się przykład Korei z 1953 roku. Tam jednak linia frontu miała 238 kilometrów i była zabezpieczona obecnością około 70 tysięcy żołnierzy amerykańskich. W przypadku Ukrainy aktywna linia frontu to około 1000 kilometrów, a całkowita – znacznie więcej. Nie ma i nie może więc być realnych planów rozmieszczenia sił zdolnych skutecznie wymusić przestrzeganie rozejmu.

Ponadto, Rosja nie wykazuje woli zakończenia wojny, a Zachód nie ma dziś instrumentu, który mógłby ją do tego zmusić. Dlatego Polska powinna zachować ostrożność, nie eskalować retorycznie wobec USA, ale też nie ulegać złudzeniom co do intencji Moskwy.

Uprzejmie dziękuję Panie Profesorze za rozmowę.