Sama siebie wspólnota, która działała przy parafii św. Anny, przedstawiała jako „charyzmatyczną wspólnotę modlitewno-ewangelizacyjną, sięgającą korzeniami Ruchu Światło-Życie”. Jej szczególnym charyzmatem miała być „miłość wzajemna”. Skierowana przez abp Józefa Kupnego pięcioosobowa komisja, składająca z prawnika, psychologa, biblisty, dogmatyka i wikariusza generalnego wykazała jednak, że w rzeczywistości wspólnota działała niczym sekta. Sprawę opisała „Gazeta Wyborcza”. Wspólnota miała koncentrować się na fragmentach Pisma Świętego dot. potępienia, kar i odrzucenia przez Boga, a jej członkowie mieli opierać swoje nauczanie „o źródła protestanckie z pominięciem oficjalnego nauczania Magisterium Kościoła”. Charyzmaty nadzwyczajne, takie jak wizje, proroctwa czy sny miały wyprzeć proces naturalnego, intelektualnego poznania Boga, a w swojej duchowości członkowie wspólnoty mieli przyznawać prym własnym odczuciom.
Widzowie pierwszych odcinków serialu „Niebo. Rok w piekle” zapamiętali z pewnością, w jaki sposób guru przedstawionej w nim sekty kreował małżeństwa. Do podobnych manipulacji miało dochodzić również w „Agalliasis”. Abp Kupny wskazał, że „w aspekcie prawnym należy zwrócić szczególną uwagę na niedopuszczalny wpływ osób trzecich na kwestię wyboru i form przygotowania osób do sakramentu małżeństwa. Według wielu osób, we Wspólnocie wywierany jest nacisk na wybór lub rezygnację z wyboru kandydata na małżonkę/małżonka”. Manipulacji psychologicznych miało być więcej. Metropolita wrocławski zwrócił uwagę na „osaczanie miłością” nowych osób, wymaganie bezwzględnego posłuszeństwa czy ingerencję w życie rodzinne.
W wyniku interwencji archidiecezji, wspólnota w swojej dotychczasowej formie przestała funkcjonować. Część jej animatorów kontynuuje swoją działalność poza Kościołem, część podporządkowała się zaleceniom kurii.
- „W tej wspólnocie były stosowane metody sekciarskie. Agalliasis była bardziej zielonoświątkowa niż katolicka, m.in. praktykowano w tej grupie religijnej zielonoświątkowe rozumienie prorokowania, które nie musi podlegać jakiejkolwiek zewnętrznej kontroli. Jeśli słyszę w mojej głowie, że Duch Święty mi mówi, że jest tak i tak, to w żaden sposób nie muszę sprawdzać prawdziwości takiego doświadczenia religijnego”
- wyjaśnia cytowany przez „Gazetę Wyborczą” ks. prof. Andrzej Kobyliński.
- „To zupełnie inne podejście niż w Kościele katolickim, gdzie proroctwa i inne doświadczenia duchowe weryfikuje się pod kątem psychologicznym i filozoficznym, poddaje pod osąd władz kościelnych, bada się ich zgodność z tradycją”
- dodaje kierownik Katedry Etyki UKSW w Warszawie.
W przekonaniu duchownego, problem z pojawiającymi się w Kościele katolickim tego typu nadużyciami we wspólnotach jest następstwem akceptacji zielonoświątkowej religijności.
