Ten dyplomatyczny sygnał pojawił się tuż po rozmowie Xi Jinpinga z Donaldem Trumpem. Chińskie MSZ, posługując się sformułowaniem o „pierwotnych przyczynach konfliktu”, powtórzyło retorykę zgodną z narracją Rosji, wskazującą, że źródłem wojny ma być rozszerzanie NATO. Takie ujęcie – jak ocenia ekspertka Sari Arho Havren z brytyjskiego think tanku RUSI – nigdy nie jest przypadkowe. Od lat bowiem Pekin gra rolę potencjalnego mediatora, jednocześnie konsekwentnie wzmacniając stanowisko Moskwy.

W Pekinie nie ukrywają, że dążą do „sprawiedliwego i trwałego porozumienia”. Problem w tym, że w chińskim słowniku oznacza to coś zupełnie innego niż w Kijowie czy Waszyngtonie.

W tym samym czasie ujawniono zarys 28-punktowego planu USA–Rosja, zakładającego m.in. blokadę wejścia Ukrainy do NATO oraz ustępstwa terytorialne. W jednym z punktów mowa jest dosłownie o „usunięciu pierwotnych przyczyn konfliktu”. Ta zbieżność języka z komunikatem Pekinu nie umknęła uwadze analityków.

Havren podkreśla, że tego typu formuły służą legitymizacji rosyjskich żądań, a Chiny – zamiast proponować rzeczywiste zakończenie wojny – pracują nad budową wizerunku siły rozjemczej w świecie podzielonym na strefy wpływów wielkich mocarstw.

Według ekspertów RUSI w całej tej układance kluczową rolę ma odgrywać Tajwan. W rozmowie z Trumpem Xi Jinping wprost połączył „utrzymanie powojennego porządku” z sytuacją w Cieśninie Tajwańskiej. Sygnał jest czytelny:

Pekin jest gotów „pomóc” w rozwiązaniu kryzysu ukraińskiego – ale oczekuje czegoś w zamian.

Tym „czymś” może być ograniczenie aktywności USA i ich sojuszników przeciwko Chinom, szczególnie Japonii, a także zaakceptowanie chińskiej interpretacji porządku bezpieczeństwa w Indo-Pacyfiku.

To właśnie tę ofertę Havren określa jako klasyczną próbę transakcji:
- geopolityczna ustępliwość USA na Dalekim Wschodzie w zamian za „mediację” w Europie.

Warto przypomnieć, że Pekin od lat forsuje wizję świata podzielonego między wielkie mocarstwa – z Chinami dominującymi nad Indo-Pacyfikiem, Rosją nad Euroazją, a USA odsuniętymi od najbardziej strategicznych punktów sporu. Koncepcja „źródeł konfliktu”, którą posługuje się chińska dyplomacja, w praktyce oznacza zaakceptowanie rosyjskich roszczeń wobec Ukrainy i ograniczenie Zachodu w regionie.

Dlatego – jak podkreśla Havren – chińska propozycja nie jest ani neutralna, ani bezinteresowna. To ruch w długiej grze, chcącej zmienić globalną architekturę bezpieczeństwa.

Dlaczego to ważne dla Europy i Polski?

W globalnej układance „Ukraina za Tajwan” Warszawa i inne stolice regionu muszą pozostać szczególnie czujne. Każde ustępstwo wobec Moskwy – także podszyte chińską „mediacją” – uderza w bezpieczeństwo Europy Środkowo-Wschodniej. A próba wiązania losów Ukrainy z polityką USA na Dalekim Wschodzie otwiera pole do niekontrolowanej eskalacji.

Pekin nie rezygnuje z roli „mediatora”, ale gra przede wszystkim na wzmocnienie własnej pozycji i ochronę rosyjskiego interesu. Dlatego sygnał z Chin należy odczytywać jednoznacznie - to nie zapowiedź pokoju, lecz początek testowania, jak daleko władze USA są gotowe pójść w stronę chińskiej wizji nowego układu wielkich mocarstw.

Zenon Witkowski