– „Ja jestem trochę ofiarą, bo mnie szczególnie atakują” – powiedział Kowal na antenie TOK FM. Polityk podkreślił, że nie uważa swoich działań za sprzeczne z polską racją stanu. Wręcz przeciwnie. – „Ja nikomu do tego nie dałem najmniejszych powodów, chyba że twarde służenie polskiej racji stanu, które polega na tym, że nie zaogniam, bo wiem, że dla Polski jest niebezpiecznie, jeśli Rosja wchodzi między Polskę a Ukrainę” – stwierdził.
Kowal przekonywał również, że „w interesie Polski nie leży podgrzewanie sporu z Ukraińcami”, a budowanie relacji między Warszawą i Kijowem osłabia wpływy Rosji w regionie.
Wypowiedzi te padły kilka dni po głośnej krytyce ze strony byłego premiera Leszka Millera. W programie Polsat News Miller mówił o istnieniu środowisk, które – jego zdaniem – utrudniają debatę na temat zbrodni UPA oraz współczesnej polityki Ukrainy.
– „W Polsce istnieje wręcz banderowska piąta kolumna, która torpeduje każde działanie, które zbliża się do prawdy, co się dzieje na Ukrainie” – powiedział były premier. Zapytany przez prowadzącego, kogo ma na myśli, odpowiedział: – „Na czele tego stoi niewątpliwie pan Paweł Kowal, który jest szefem komisji spraw zagranicznych w polskim Sejmie”.
Poseł KO stanowczo odrzuca takie oskarżenia. W TOK FM stwierdził, że przeciwko niemu powstał szeroki polityczny sojusz przeciwników jego poglądów. – „Uformował się dzisiaj front, twardy front ludzi od Leszka Millera po skrajną prawicę, który dzisiaj robi wszystko, każdego dnia szuka okazji, czasem kłamstwa, czasem absurdu” – mówił.
Spór wokół Kowala trwa od wielu miesięcy. W ostatnim czasie polityk był również krytykowany przez część środowisk związanych z Prawem i Sprawiedliwością. Poseł Paweł Jabłoński domagał się od rządu informacji na temat działalności Rady ds. Współpracy z Ukrainą, której przewodniczy Kowal. W interpelacji skierowanej do premiera Donalda Tuska pytał m.in. o efekty prac rady, przygotowane dokumenty, koszty jej funkcjonowania oraz korzyści dla polskich przedsiębiorców.
